Rodzina na swoim: jak to było

Pomyślany jako wsparcie dla młodych rodzin program Rodzina na swoim w zaskakujący sposób zamienił się z brzydkiego kaczątka w niezbyt urodziwego wprawdzie, ale jednak łabędzia.

Pieniądze rządowe nigdy nie śmierdzą. Muszą być tylko odpowiednio opakowane. Przykład? Rodzina na swoim, program pomyślany w taki sposób, aby wesprzeć młodych ludzi kupujących swoje pierwsze mieszkanie.

Najpierw: szumne zapowiedzi

Jak zawsze miało być świetnie: kilkaset tysięcy mieszkań dla młodych rodzin, rozwiązany problem mieszkaniowy i rozruszana gospodarka. Takie przynajmniej mogli mieć nadzieje politycy planujący wprowadzenie programu Rodzina na swoim. Bądź co bądź, kiedy dają tylko głupi by nie brał. I nie dotyczy to tylko tych zaciągających kredyty hipoteczne. Także deweloperów i banków. Był tylko jeden problem: brakowało, jak zawsze, pieniędzy. Trzeba więc było wprowadzić maksymalne pułapy ograniczające ceny mieszkania oraz inne regulacje zmniejszające radykalnie potencjalną liczbę beneficjentów. Tym samym jednak podkopano założenia programu. Rodzina na swoim okazała się być mało atrakcyjna.

Potem: małe zainteresowanie

To dlatego na początku swojego funkcjonowania w zasadzie nie przyciągała większej liczby klientów. Interesowali się nią niektórzy, liczba kredytów hipotecznych udzielonych ze wsparciem była niewielka. Wszyscy byli przekonani, że będzie to kolejny nieudany, nieefektywny i niedostatecznie przemyślany program rządowy. A jednak… Wkrótce sytuacja rynkowa się zmieniła (o czym niżej), ułatwiając zaciąganie kredytów hipotecznych. Jednocześnie jednak zmieniły się nieco zasady, na których udzielane było wsparcie. Wszystko to sprawiło, że zainteresowanie programem Rodzina na swoim zwiększyło się, a samo wsparcie zaczęło odgrywać ważną rolę na rynku kredytowym.

Przełom: spadające ceny mieszkań

Wróćmy na moment do zmiany warunków rynkowych. Jeszcze w 2007 roku ceny mieszkań były na tak wysokim poziomie, że praktycznie uniemożliwiały korzystanie z programu Rodzina na swoim. Co więcej, hojnie udzielane przez banki kredyty hipoteczne były nisko oprocentowane, a więc także raty były stosunkowo niskie. Dotyczyło to zwłaszcza finansowania denominowanego we frankach szwajcarskich. Najważniejsze było załamanie rynku, czyli gwałtowny spadek cen. Nagle okazało się, że limity ceny metra kwadratowego wcale nie są takie duże, a chętnych na korzystanie z programu Rodzina na swoim jest coraz więcej. Kompletnie niespodziewanie program okazał się sporym sukcesem, a wiele rodzin mogło dzięki niemu kupić swoją pierwszą nieruchomość.

Zasady: dopłaty do odsetek

Na koniec kilka słów o tym, na jakich zasadach funkcjonowała Rodzina na swoim. Program zakładał, że przez pierwszych osiem lat spłaty kredyt hipoteczny będzie oprocentowany poniżej ceny rynkowej. Różnicę miało bankom wyrównywać państwo. Korzyści? Kupujący mieli niższe raty, banki nie traciły zarobku a deweloperzy mogli sprzedawać swoje mieszkania. Wszyscy byli zadowoleni. Poza tymi, którzy do program dopłacali. Ale to już zupełnie inna sprawa.